Śmiertelność matek w przyszłości

„Jeszcze około 30 lat temu” – pisał Sir Dugald Baird – „najbardziej palącym problemem dla położnika była śmierć matek”. Dopiero niedawno, w ciągu minionych 30 lat, zaczęto się w nieco większym stopniu zajmować również dzieckiem. Podczas kiedy śmiertelność matek (włączając poronić- nia) spadla do 0,026% {czyli 1 matka na 4 000), śmiertelność niemowląt (płody nieżywe i noworodki) jest ciągle ponad 150 razy większa. Dzisiaj matce powodzi się dobrze, dziecku mniej.

Zanim przestaniemy zajmować się matką, procentową śmiertelność matek trzeba przełożyć na mniej suche liczby. Oznacza to innymi słowy 212 zgonów matek na 850 000 porodów rocznie (w Wielkiej Brytanii – przyp. tłum.). W Nowym Jorku w 1962 r. oceniano, że 43% wszystkich zgonów matek było następstwem poronień, w większości nielegalnych. Jeśli pominie się poronienia, to liczba 212 zgonów rocznie w Anglii i Walii na pewno znacznie się zmniejszy. Doniesienie Ministerstwa Zdrowia Północnej Irlandii ocenia, że tylko 13% zgonów matek zmarłych pomiędzy 1960-1963 r. było „rzeczywiście nie do uniknięcia”. Przyczyny były różne: zezwolono na porody w domu, które powinny odbyć się w szpitalu, niektóre kobiety nikomu nie powiedziały, że są w ciąży: prawidłowe rozpoznanie zagrażających powikłań zostało postawione zbyt późno: pogotowie nie przybyło na czas – wszystkie te błędy w ciągu 4 lat doprowadziły do liczby 95 zgonów matek na 132 104 porody.

W przyszłości śmiertelność matek nadal będzie spadała, ale nie można oczekiwać redukcji podobnej do osiągniętej w ostatnich latach. Wykresy śmiertelności matek wyraźnie wykazują, że wielu z nas żyjących obecnie zostało urodzonych, jeśli brać pod uwagę położnictwo, w pewnego rodzaju średniowieczu. Weźmy np. Stany Zjednoczone. Nie tak dawno temu, w 1915 r. śmiertelność białych matek wynosiła 6 na 1 000 porodów (liczba umierających matek Murzynek była, i nadal jest, dwukrotnie większa niż białych). W 1930 r. liczby te nie uległy zmianie, ale w 1940 r. liczba odnośnie do białych zmniejszyła się do 3, czarnych – do 8 na 1 000. W 1950 r. – rok wielkiego skoku – wynosiła 0,6 na 1 000 dla białych, 2 na 1 000 dla czarnych, w 1960 r. już tylko 0,25 dla białych, 1 dla czarnych. Innymi słowy, w ciągu 30 lat liczba matek umierających w czasie porodu zmniejszyła się wśród białych 25-krotnie, wśród czarnych – 10-krotnie. Według słów Sir Dugalda Bairda przed 30 laty głównymi problemami były zakażenie, krwotok i przeszkoda porodowa. Obecnie przeciw zakażeniom używa się antybiotyków, przeciw krwotokom transfuzji, a przeciw przeszkodom – cięcia cesarskiego i dlatego wskaźniki tak znacznie spadły.

Leave a Reply